Przed startem rundy wiosennej w Betclic 3 lidze grupie 1 porozmawialiśmy z Maksymilianem Kosiorem, zawodnikiem lidera tych rozgrywek. Pomocnik Unii Skierniewice opowiedział nam o tym, jak wyglądały jego początki w seniorskiej piłce, kto zrobił na nim największe wrażenie w drużynie popularnych „Skierek” i jak przebiegają przygotowania zespołu do powrotu na ligowe boiska.

Przemek Piekarz (uSports): Unia jest liderem rozgrywek 3 ligi, doszliście też do 1/16 finału Pucharu Polski. Czy jest coś, co mogliście w minionej rundzie zrobić lepiej?

Maks Kosior (Unia Skierniewice): Myślę, że za nami udana runda, ale na pewno dało się coś zrobić lepiej. Były takie straty punktów jak w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie powinniśmy wywieźć komplet oczek czy z Łomżą, gdzie graliśmy lepiej od nich, szkoda tej czerwonej kartki, ale i tak zremisowaliśmy grając w 10-tkę. Czy tam był faul na Sauczku? Jak rozmawiałem z Czarkiem to powiedział, że był kontakt, ale jak oglądaliśmy potem powtórki w autokarze to uważam, że na pewno nie było faulu.

W wieku 17 lat trafiłeś do piłki seniorskiej, jak u Ciebie wyglądał ten etap przejścia do dorosłego futbolu? Co było największym wyzwaniem?

W wieku 16-17 lat skontaktowałem się z Karolem Kowalskim (PFG) i zacząłem chodzić na takie dodatkowe treningi indywidualne w których brali też udział seniorzy z 3 czy 4 ligi. I dla mnie to było takie wrażenie: „Kurczę, to jest zupełnie inny sport. Piłka juniorska, a seniorska”. Wtedy miałem dylemat czy zostać jeszcze w juniorach Escoli czy pójść już do seniorów. Zastanawialiśmy się, wspólnie z Tatą, no i postanowiliśmy, że lepiej żebym ogrywał się jak najdłużej z seniorami. Pamiętam, że miałem największy problem z tym, że wolno dojrzewałem i zawsze wszyscy byli wyżsi, szybsi, silniejsi. Ja byłem zwykle najmniejszy i zawsze nadrabiałem walecznością (śmiech). Po przejściu do 4 ligi miałem takie zderzenie, myślałem „4 liga, co to jest”, a musiałem wchodzić tylko z ławki. Grałem w Łomiankach i doznałem wtedy jednej z poważniejszych moich kontuzji – naderwane więzadła i skręcona kostka.

Po tej przerwie, kiedy nie mogłem grać, zadzwonił do mnie Trener ze Żbika Nasielsk, Fabian Kotarski, który chciał mnie w swojej drużynie. Już po pierwszym treningu Trener chciał, żeby został i podpisał kontrakt. To była moja pierwsza runda w pierwszym składzie w 4 lidze. Bardzo dobra runda, grałem praktycznie wszystko od deski do deski, zebrałem bardzo dużo doświadczenia chociażby w takich meczach jak z Wisłą II Płock czy Hutnikiem Warszawa. Po tej rundzie przyjechałem na testy do Unii Skierniewice, to był chyba grudzień, było z 20 testowanych. Ja zestresowany, bo Unia była wtedy bodajże na 2 miejscu w tabeli, no i wiedziałem, że to będzie duże wyzwanie. Ale wyszedłem bez żadnych skrupułów, na pełnej odwadze. Ze wszystkich testowanych tylko ja i mój kolega zostaliśmy wybrani przez Trenera, który od razu po jednym czy dwóch treningach chciał, żebyśmy zostali. W styczniu (2022 roku) podpisałem kontrakt i to była moja pierwsza runda w 3 lidze. Grałem dużo, bo celowaliśmy w Pro Junior System, ale uważam, że broniłem się też swoją postawą na boisku. Czułem ten przeskok, bo uważam, że pomiędzy 4, a 3 ligą jest naprawdę duży przeskok, trochę inny, mniejszy jest moim zdaniem między 3, a 2 ligą. Graliśmy teraz sparing z KKS Kalisz i nie czułem się gorszy od zawodników z Kalisza, mimo że gram ligę niżej. Ale jak graliśmy z Pogonią Grodzisk to było widać, że to lider 2 ligi i jak graliśmy w drugiej połowie na ich pierwszy skład to widać było szybkość – jak Apolinarski puścił sobie piłkę to odejście było (śmiech).

Wracając do przejścia z juniorów do seniorów, zagrałem rundę w Unii, miałem sporo minut na koncie, ale w nowym sezonie pojawiły się nowe cele, walka o awans, przyszedł nowy trener i coś mu nie pasowało w mojej grze, więc razem z rodzicami i Prezesami Klubu uznaliśmy, że najlepiej będzie jeśli pójdę gdzieś na wypożyczenie. Trafiłem do Błonianki Błonie, po kontuzji przed startem rozgrywek wróciłem szybko do gry i zaliczyłem całkiem dużo meczów, celu drużyny – utrzymania, nie udało się osiągnąć, ale uważam, że to wypożyczenie dało mi naprawdę dużo. Na kolejną rundę wróciłem już do Unii i od tego momentu idzie to ciągle do przodu.

Za Wami kilka ciekawych meczów sparingowych, m.in. z Pogonią Grodzisk Mazowiecki (2:3) czy KKS-em Kalisz (2:0). Czy Unia nadal jest tak mocna jak w rundzie jesiennej?

Po tym bardzo mocno przepracowanym okresie przygotowawczym na pewno jesteśmy mocni. Mieliśmy treningi dwufazowe, rano i popołudniu, widać że się jeszcze dograliśmy, jest świeża krew i to też pobudziło wszystkich do jeszcze większej rywalizacji na każdej pozycji. Na treningu nie ma odpuszczania, tutaj każdy walczy o miejsce w pierwszym składzie. Myślę, że jesteśmy w lepszej formie niż w poprzedniej rundzie, a jeszcze jak za dwa tygodnie złapiemy świeżość to na pewno będzie dobrze.

W zespole macie wielu zawodników z przeszłością w wyższych ligach, kto z nich robi na Tobie największe wrażenie? Kamil Sabiłło? Może Aghwan Papikjan?

Z „Sabikiem” tak trochę jest, że się „łapiemy”, bo on ma podobny charakter do mnie, jest nieustępliwy. Jak ktoś nam zabierze piłkę, to choć byśmy mieli go gonić po boisku wzdłuż i wszerz przez 5 km, to będziemy gonić dopóki jej nie odzyskamy. „Papi” to taki zawodnik, który świetnie czuje się z piłką przy nodze, taki Maestro (śmiech). Wolin (Eryk Woliński) też jest świetnym zawodnikiem, na każdej pozycji mamy zawodników od których mogę się wiele nauczyć. Opowiem o sytuacji jak przychodziłem do Klubu, pamiętam, że największe wrażenie zrobiło na mnie 3 zawodników, Kamil Sabiłło, Damian Makuch, bo on wtedy jeszcze trenował z nami, zanim trafił do Górnika Polkowice, i Kamil Kowalczyk w grze głową.

Jaki styl pracy preferuje Trener Kamil Socha i czy na wiosnę będziesz miał u niego pewne miejsce w podstawowej jedenastce?

Niestety, ale pewne są tylko podatki i śmierć (śmiech). Mam taki charakter, że zawsze będę walczył o to, żeby grać, nawet jak jestem na ławce to trenerzy muszą mnie hamować, bo czasem nawet za bardzo „podostrzę” (śmiech).

Jeśli chodzi o Trenera to uważam, że to bardzo dobry trener, Unia ma wymarzonego Trenera. Wyniki, które osiągamy to nie jest kwestia przypadku, pełna analiza, obserwacje z drona, którego bardzo często sam Trener obsługuje, chociaż tak naprawdę nie musiałby tego robić. Jak chcesz porozmawiać to zawsze możesz do niego przyjść i porozmawiać, jest bardzo w porządku jako człowiek.

17 kolejka tego sezonu, Unia gra z Polonią Lidzbark Warmiński, jest 86 minuta meczu. Podchodzisz do rzutu wolnego z okolic 20 metra i co się dzieje dalej? Opowiedz o tej petardzie.

Pamiętam, że pomyślałem sobie „Jest wolny z takiej pozycji, muszę wykorzystać tę moją siłę uderzenia”. Uważam, że strzał to jest jeden z moich lepszych atutów, nawet nie sam strzał, ale siła uderzenia. Często bramkarze przy moich strzałach odbijają przed siebie, bo nie chcą tego łapać (śmiech). Wtedy po prostu czułem, że to wpadnie i rzeczywiście wpadło. Miałem takie zadanie, że jak strzelę bramkę to mam podbiec do trenerów i jak strzeliłem to mi się nagle zapaliła lampka, że muszę do nich podbiec (śmiech).

Kiedy gram na pozycji typowej „szóstki” to jak nie oddam strzału z dystansu to ciężko znaleźć się w sytuacji do zdobycia bramki, bo przy stałych fragmentach zostaję z tyłu na asekuracji. Na szczęście się udało i może w jakiś sposób się odblokowałem, bo teraz w dwóch sparingach też strzeliłem, więc pozostaje tylko czekać na ligę i też strzelać z dystansu (śmiech).

Dziękuję za rozmowę!

Zdjęcia: Konrad Sala


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *